Berlin chce licencji dla carsharingu.

Berlin jest jednym z najbardziej zagęszczonych carsharingiem miast w Europie. Obecnie działa tam aż 14 operatorów z łączną flotą liczącą prawie 7 000 samochodów, co może wskazywać, że niemiecka stolica jest dla usług współdzielonej mobilności samochodowej „ziemią obiecaną” Jak się jednak okazuje, na pewno takiego statusu Berlin nie zawdzięcza władzom miejskim, które w żadnym stopniu nie oferują benefitów oraz ułatwień dla carsharingu. Co ciekawe, w Berlinie na specjalne traktowanie nie mogą liczyć nawet usługi oparte wyłącznie na samochodach elektrycznych, jak choćby należąca do koncernu Volkswagena usługa We Share. Jak deklaruje Prezes We Share – Philipp Reth, usługa płaci rocznie kilka milionów euro z tytułu opłat parkingowych w berlińskiej strefie, w której udostępnia łącznie 1 500 elektrycznych Volkswagenów.

Opłaty parkingowe to jednak nie wszystko, bowiem berlińskie władze w planowanej nowej ustawie drogowej dla stolicy, planują wprowadzenie licencji dla usług współdzielonych pojazdów, w tym także dla carsharingu. Taki model, wprowadzany jest coraz chętniej przez władze miejskie w odniesieniu dla usług mikromobilności miejskiej, czyli głównie hulajnóg elektrycznych, które przebojem wtargnęły do krajobrazu wielu aglomeracji. Licencje są również popularne w usługach „bikesharingu”, co znane jest również z ulic polskich miast, gdzie przykładem jest choćby stołeczne Veturilo, działające w Warszawie na zasadzie oficjalnej, licencjonowanej usługi miejskiej, wspieranej przez stołeczny ratusz.

Licencje dla carsharingu są jednak nowością, które wśród berlińskich usługodawców wzbudziły oburzenie. W krytyce berlińskiego projektu ustawy drogowej, przewodzą głównie włodarze usługi Miles, czyli jednego z największych niemieckich operatorów, która charakteryzuje się opłatą za wynajem opartą na kilometrze i braku opłaty za minutę jazdy. Miles wskazuje, na niezgodność  proponowanych zmian przepisów z tamtejszą konstytucją, co wg berlińskich operatorów może prowadzić do odgórnego sterowania procesem wydawania licencji i jednocześnie zagładą branży, która dynamicznie się rozwija u naszych zachodnich sąsiadów, bowiem podmioty bez licencji nie mogłyby prowadzić działalności carsharingowej na terenie Berlina.

Niemieccy operatorzy zapowiadają protesty związane z niekorzystną z ich perspektywy ustawą i oczekują dialogu z władzami, gdzie zamierzają przekonać, że odpowiednie wsparcie dla branży, a nie konkretnej, bądź konkretnych usług, może pomóc w znacznym ograniczeniu ilości prywatnych samochodów, których liczba w Berlinie przekracza już milion egzemplarzy.

System licencyjny próbowała w Polsce wprowadzić kilka lat temu Warszawa, jednak po kilku turach przetargu miejskiego, ostatecznie stołeczny Zarząd Dróg Miejskich, który był odpowiedzialny za to postępowanie, uznał, że wycofuje się z pomysłu wspierania jednego konkretnego operatora, w efekcie czego postępowanie zostało zamknięte. Szkoda jednak, że pomimo braku wsparcia dla licencjonowanego operatora działania władz Warszawy nie poszły w kierunku działań wspierających dla całej branży.

Udostępnij przez :

Ten post ma 5 komentarzy

Dodaj komentarz