Czy kryzys produkcyjny wpłynie na carsharing?

Pandemia korona-wirusa, a obecnie wojna wywołana przez Rosję spowodowały poważny kryzys na rynku motoryzacyjnym, który głównie odczuwalny jest w przypadku samochodów nowych, ponieważ brakuje stali a także podzespołów elektronicznych, bez których produkcja samochodów pod względem liczb jest obecnie daleka od stanu z roku 2019, gdy na parkingach salonów samochodowych zalegały setki a nawet tysiące nowych samochodów, czekających na klientów. Po takich akcjach, jak flotowe, dwucyfrowe rabaty, czy wyprzedaże rocznika nie ma już śladu i ciężko spodziewać się, że wrócą one w najbliższym czasie. Swoje również robi inflacja, która dodatkowo dotyka rynek samochodów używanych, których ceny wzrosły o kilkadziesiąt procent w stosunku do czasów przed wybuchem pandemii COVID-19.

A jak sytuacja wygląda ze współdzieloną mobilnością? Czy kryzys produkcyjny odbija się na rynku carsharingowym w naszym kraju i za granicą? Owszem, carsharing nie został w tym przypadku „oszczędzony”. Głównym skutkiem kryzysu jest brak nowych samochodów, które można zaoferować klientom i do czego przyzwyczaiły nas usługi zarówno w Polsce jak i za granicą. Przed kryzysem COVID-owym usługi carsharingu rozkwitały i regularnie informowały o powiększaniu i odświeżaniu swojej floty, a nowe dostawy samochodów były rocznie często liczone w setkach. Niestety w ostatnich miesiącach próżno szukać w polskich usługach nowych samochodów w większych ilościach i ta sytuacja raczej zbyt szybko się nie zmieni. Dodawane będą pojedyncze egzemplarze, a jednocześnie samochody pozostające w usługach w miarę możliwości będą zostawać w nich dłużej, bo nie ma na rynku pojazdów na wymianę.

Symptomatyczne jest dla obecnej sytuacji w skali światowej to, że swoją usługę zdecydowały się sprzedać dwa niemieckie koncerny – BMW i Daimler, które prowadziły usługę ShareNow, bazującą głównie na samochodach marki BMW, Mini i Mercedes. Mimo, że jeszcze do niedawna przedstawiciele koncernów deklarowali, że przyszłością motoryzacji jest współdzielenie, to w obliczu kryzysu produkcyjnego, postanowili sprzedać usługę, aby skupić się na sprzedaży swoich produktów premium do klienta indywidualnego, właśnie ze względu na fakt, że nowych samochodów na rynku jest jak na lekarstwo, więc logicznym jest sprzedać to co zdołają wyprodukować dla detalicznego klienta, który skłonny zapłacić jest znacznie więcej. Ciężki nastał czas dla rynku flotowego.

Czy to oznacza zmierzch carsharingu? Nic bardziej mylnego, tym bardziej w sytuacji gdy pozyskanie, posiadanie i utrzymanie samochodu jest i będzie coraz droższe również dla klienta indywidualnego, który będzie bardziej skłonny do poszukiwania innych rozwiązań, szczególnie, że kryzys nie omija również rynku samochodów używanych. Najbliższe miesiące dla operatorów carsharingu nie będą łatwe i nie będą obfitować w nowości flotowe, jednak można spodziewać się optymalizacji dostępnych usług, celem zaoferowania klientom oferty najbardziej odpowiadającej ich potrzebom w danym momencie.

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz