Tragiczna historia z carsharingiem z tle.

Ostatnia sobota przejdzie do historii polskiego carsharingu. Ta karta historii nie będzie jednak pozytywna, chociaż obserwując polskie statystyki ruchu drogowego oraz coraz większe zagęszczenie samochodów współdzielonych na naszych drogach prędzej czy później musiało do tego dojść. Otóż w zeszłą sobotę doszło do pierwszego w historii polskiej branży aut na minuty wypadku ze skutkiem śmiertelnym w którym uczestniczył samochód współdzielony. Na skrzyżowaniu na warszawskim Bemowie doszło do zderzenia samochodu osobowego marki SAAB oraz BMW i3 usługi InnogyGO!, które w wyniku kolizji zmieniło tor jazdy i wjechało na chodnik, najeżdżając na pieszą która przed pasami oczekiwała na zielone światło. W wyniku odniesionych obrażeń 49-letnia kobieta zmarła.

Istotnym faktem w tej tragedii jest to, że BMW warszawskiego carsharingu na rzeczonym skrzyżowaniu miało pierwszeństwo przejazdu i to kierowca SAABa doprowadził do wymuszenia w wyniku czego doszło do tragedii. Jak podają liczne źródła, współdzielony samochód jechał prawidłowo a kierowcy obu samochodów byli trzeźwi. Informacja, szczególnie ta o prawidłowo jadącym BMW jest o tyle ważna, że pośród komentarzy odnośnie tego wypadku pojawia się dużo zarzutów odnośnie faktu, że samochody w carsharingu jeżdżą zdecydowanie za szybko, a na dodatek auta elektryczne są bezgłośnie, co rzekomo doprowadziło pośrednio do tej katastrofy. Dokładna prędkość elektrycznego BMW w momencie zdarzenia nie jest znana, natomiast w tej sprawie prowadzone jest śledztwo pod nadzorem prokuratury, które ustali ostatecznie okoliczności oceniając czy wina kierującej SAABem jest ewidentna, czy może szczegóły jazdy BMW usługi InnogyGO! wskażą, że jego kierowca był współwinny. Oczywiście samochody elektryczne warszawskiej usługi są bardzo dynamiczne i zachęcają do szybszej jazdy. Nie pomaga również konfiguracja cennika opartego wyłącznie na minucie jazdy, który dodatkowo motywuje do szybszej jazdy, niemniej jednak w zaistniałym przypadku na miejscu BMW i3 mógł być każdy inny samochód cywilny, gdzie konsekwencje z dużą dozą prawdopodobieństwa byłyby identyczne. Powyższe, nie zmienia również faktu, że mimo, że kierowca samochodu współdzielonego najprawdopodobniej nie ponosi za to zdarzenie winy, to pierwsza ofiara śmiertelna w historii polskich aut na minuty stała się faktem.

Niestety powyższa smutna historia ma jeszcze swój, również tragiczny epilog, bowiem mama ofiary, krótko po otrzymaniu wiadomości o jej śmierci popełniła samobójstwo.

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz

Zamknij menu