Nowe rozdanie w branży współdzielonych hulajnóg?

  • Post author:
  • Post category:EV / Polska

Polski rząd w czasie pandemii zaskoczył wprowadzeniem zakazu korzystania ze współdzielonych rowerów, co był z perspektywy Europy decyzją dość precedensową (dla porównania, w Finlandii, tamtejsze władze wręcz zachęcały w czasie epidemii do korzystania z “bike-sharingu”). Zakaz nie obejmował jednak innych jednośladów “na minuty” czyli m.in hulajnóg.

Spójrzmy na sytuację w tej branży, bo działo się tam naprawdę dużo z wyjściem z naszego rynku kilku operatorów i pojawieniem się nowych graczy włącznie.

Wartym zauważenia faktem, że jako jeden z nielicznych operatorów, który w czasie pandemii nie zawiesił oferowania swoich hulajnóg jest polski – BlinkeeCity, który oferuje również elektryczne skutery “na minuty”. Nie przestał on oferować swoich usług zarówno w Warszawie, ale też w innych mniejszych lokalizacjach jak np. Grudziądz czy Elbląg.

Jak mówi sam Prezes BlinkneeCity Marcin Maliszewski, utrzymanie usługi w czasie kryzysu było ważne choćby z tego powodu, aby utrzymać możliwość przemieszczania się mieszkańcom miast w czasie gdy komunikacja publiczna nie była w stanie zaoferować bezpiecznego i regularnego transportu:

Szukamy rozwiązań, by móc dać mieszkańcom polskich miast szanse na realne, bezpieczne poruszanie się. Dobrze, że wróciły miejskie rowery, ale nie każdy może lub chcę nimi jeździć. Ludzie mają różne ograniczenia i potrzeby. Ponad to rowerów jest zwyczajnie za mało. Jest wiele możliwości: abonamenty firmowe na przejazdy dla pracowników, miesięczne doładowania, włączanie hulajnóg do systemów miejskich czy łączone bilety miesięczne. Jesteśmy otwarci na rozmowy z samorządami, firmami czy organizacjami społecznymi. Porozmawiajmy o transporcie miejskim. Autobusy już są wypełnione maksymalną dozwoloną liczą osób, a to dopiero początek powrotów do pracy.”

W odróżnieniu od BlinkeeCity, znaczący (globalni) gracze tego rynku jak Lime, Hive czy Bird opuścili polski rynek. Na ten moment oficjalnie mówi się o zawieszeniu działania, ale ciężko określić czy i kiedy wspomniane usługi wrócą do Polski. Jeśli jednak planują powrót do Warszawy, to muszą nastawić się na sytuację zgoła inną niż przed wirusem, ze względu na fakt, że zawieszenie działania wspomnianej trójki operatorów postanowili wykorzystać inni zagraniczni usługodawcy, którzy pojawili się na naszym rynku w ostatnim czasie. Jednośladowej ekspansji znanego dotychczas z usług ride-hailingu Bolta poświęciliśmy osobny artykuł kilka tygodni temu, natomiast wczoraj na ulicach Warszawy pojawił się kolejny “hulajsharing” – Dott. Ten francusko-holenderski operator dotąd nie działał w Polsce na żadnej płaszczyźnie, jednak nie jest to gracz anonimowy o czym świadczy pozycjach lidera usług “hulajnóg na minuty” choćby w Paryżu. Docelowo Dott chce wprowadzić na stołeczne chodniki nawet 3 tysiące jednośladów, natomiast jak deklarują przedstawiciele operatora, taktyka Dott’a będzie nieco inna od tej stosowanych przez innych usługodawców. Mianowicie “kropki” będą rozstawiane w znacznie większej ilości w dzielnicach typowo mieszkaniowych jak np. Ursynów czy Bemowo, a nie w ścisłym centrum.

Sytuacja na rynku współdzielonych hulajnóg zmienia się dynamicznie i można śmiało uznać, że przetasowania na liście usługodawców spowodują zupełnie nowe rozdanie dla takiego rynku. Czy jednak popularność tego rodzaju transportu po epidemii będzie nadal na takim poziomie jak przed kryzysem? Tutaj sprawa jest otwarta, jednakże biorąc pod uwagę, dystans jaki do komunikacji publicznej nabrało społeczeństwo, można oczekiwać, że przynajmniej początkowo rynek hulajnóg na minuty może rosnąć w zadowalającym dla operatorów tempie.

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz