Niemcy zaostrzają przepisy, których w Polsce nadal nie ma.

  • Post author:
  • Post category:Europa

Historia carsharingu w Polsce trwa już ponad 5 lat. Różnie dotąd toczyły się losy współpracy polskiej współdzielonej mobilności z  miejskimi samorządowcami, natomiast obecny efekt jest taki, że „auta na minuty” w Polsce nie są wspierane samorządowo w żaden sposób, a jedyne benefity z jakich korzystają usługodawcy to te dla aut elektrycznych, które wynikają z ustawy o elektromobilności i nie mają żadnego związku z współdzielonym statusem samochodów.

Zupełnie inna sytuacja występuje w Niemczech, gdzie właśnie podniesiono wysokość mandatów za pełen szereg przewinień. Podwojenie kar za przekroczenie prędkości specjalnie nie dziwi, szczególnie, że zwiększono poziom mandatów za przewinienia drogowe również w Polsce. Co jednak szczególnie istotne i interesujące z naszej perspektywy to zwiększenie wysokości mandatów za parkowanie samochodów prywatnych na miejscach wyznaczonych dla carsharingu. Od wczoraj, czyli od momentu wprowadzenia zmian, każdy kto zaparkuje samochód nie będący autem współdzielonym na specjalnie wyznaczonych miejscach dla carsharingu, naraża się na karę w wysokości 55 euro. Jest to mandat identycznej wysokości, jaki dostaniemy w Niemczech za zaparkowanie na miejscu dla osób niepełnosprawnych oraz samochodem spalinowym na miejscu przeznaczonym dla aut elektrycznych. Zważywszy na majętność niemieckich obywateli mandat o wysokości 55 euro może wydawać się śmiesznie mały, jednak nawet symboliczna kara za brak poszanowania usług współdzielenia byłaby lepsza niż to jakie przepisy dla carsharingu obowiązują w Polsce.

Na takie działania z pewnością z rozrzewnieniem mogą spoglądać polscy usługodawcy carsharingu, szczególnie z perspektywy pierwszego polskiego carsharingu elektrycznego, czyli Wrocławskiej Vozilli. W stolicy Dolnego Śląska włodarze miejscy wyznaczyli dla Vozilli w centrum miasta kilkadziesiąt miejsc parkingowych na wyłączność, które jednak nagminnie były blokowane przez samochody prywatne. Zawinił fakt braku odpowiednich przepisów regulujących miejsca wyznaczone przez wrocławski ratusz. Fakt braku sankcji, dla osób które wykorzystywały tą lukę dla darmowego parkowania (miejsca Vozilli były wyłączone ze strefy płatnego parkowania miasta Wrocław, dzięki czemu nie było podstaw dla nałożenia opłaty za brak opłaconego parkowania na takim miejscu, tym bardziej, że miejsca były wyznaczone w najbardziej eksponowanych, centralnych obszarach Wrocławia) był jednym z czynników dla których usługa nie mogła się rozwijać i ostatecznie po dwóch latach działalności Vozilla zniknęła z mapy polskiego carsharingu.

Przykład z Niemiec pokazuje, że można realnie i umiejętnie wspierać carsharing, czego jeszcze samorządy w Polsce muszą się jeszcze nauczyć.

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz