Czy Polacy nie dorośli do carsharingu?

Do przygotowania dzisiejszego materiału skłonił nas fakt, że od pewnego czasu najbardziej nośnymi medialnie tematami związanymi z carsharingiem są wypadki i nieodpowiedzialność użytkowników. O zaletach i nowościach związanych ze współdzielonymi samochodami pisze się niewiele, natomiast doniesienia o kolizjach „aut na minuty” klikają się świetnie i wielu dziennikarzy piszą o nich szeroko. Jednak sam fakt zainteresowania mediów takimi tematami to jedno, a czym innym jest odbiór takich doniesień przez klientów carsharingu, na co wskazują komentarze pozostawiane są przez nich pod informacjami z tego typu zdarzeń.

Jednym z najczęstszych rodzajów reakcji klientów są komentarze typu:
– Polska nie dorosła do carsharing
– Takie rzeczy tylko w Polsce
– Usługa nie dla Polaków
– Za granicą nie ma takich problemów

Czy jednak jest to prawdą? Czy faktycznie jest z naszymi, polskimi użytkownikami carsharingu tak źle? Zasadniczo brak poczucia bycia kontrolowanym i poczucie anonimowości może być dużym motywatorem dla patologicznych zachowań, czego efektem są nieodpowiedzialne zachowania. Ale czy jest to wyłącznie polska cecha? Czy w innych krajach carsharing jest wolny od takich problemów, oraz czy są one domeną akurat współdzielonej mobilności?

Zaczynając od końca, pijani kierowcy i ci pod wpływem środków odurzających to niestety duży problem społeczny, nie związany ściśle z carsharingiem. Sytuacje z „aut na minuty” są jedynie przykrym potwierdzeniem, że problem jazdy „na podwójnym gazie” jest powszechny i nie ma znaczenia czy kierowca jedzie wtedy samochodem prywatnym czy wynajętym. Z niejednoznacznych do określenia powodów, media wolą pisać o tego typu przypadkach w carsharingu, gdy pijani kierowcy to plaga i nie tylko w Polsce. Carsharing, co widać szczególnie w ostatnich miesiącach przechodzi „boom”, czego dowodem są zmniejszone ilości samochodów w usługach i zwiększone zainteresowanie wynajmami dobowymi na co wpływ ma sezon wakacyjny i braki aut w tradycyjnych wypożyczalniach. Ilość wynajmów kończących się wypadkami lub gdzie złapani są kierowcy pod wpływem  środków odrzucających lub alkoholu, jest absolutnie marginalna, natomiast zgodnie z dobrze znaną Zasadą Pareto, minimalna ilość danych zjawisk – w tym przypadku wypadków i zachowań nieodpowiedzialnych, ma wpływ na to jak postrzegana może być usługa.

Kolejna kwestia to zmierzenie się z tezą, że to akurat Polacy nie dorośli do tego typu usług. To twierdzenie również należy obalić, ponieważ nasi krajanie w tym temacie nieszczególnie różnią się od innych nacji, w których carsharing również jest mocno rozwinięty. Percepcja osób wierzących, że problem występuje szczególnie w naszym kraju wynika z faktu, że to właśnie na doniesienia lokalne te osoby są wrażliwe, bo właśnie takie informacje dochodzą do nich, co zresztą zrozumiałe, w pierwszej kolejności z największą siłą. Oczywistym jest, że mieszkaniec np. Łodzi w pierwszej kolejności będzie interesował się informacja z Łodzi, z regionu i ewentualnie z kraju, natomiast dopóki nic szczególnie spektakularnego nie wydarzy się np. w Mediolanie, Barcelonie, czy Hamburgu, to raczej mieszkaniec Polski się o tym nie dowie, więc nie uzyska tym samym kontrargumentu dla swojej, fałszywej niestety tezy.

Z kolei za dowód naszej hipotezy o tym, że opisywane powyżej przypadki są kolportowane jedynie lokalnie, niech posłuży fakt, jednego z najbardziej rozpowszechnionych doniesień związanych ze współdzieloną mobilnością – czyli rozbiciu współdzielonego Porsche Caymana z usługi Panek CarSharing, które nastąpiło ledwie kilkanaście godzin po jego premierze w warszawskiej strefie. Pomimo bardzo dużej popularności tej wiadomości w naszym kraju, praktycznie wcale nie wyszło ono poza granice naszego kraju. Nie pisały o tym ani media informacyjne, ani portale zajmuje się stricte carsharingiem, jak nasz portal. Podobnie działa to w drugą stronę, nawet w przypadku nieporównywalnie większej skali problemu, jaką jest śmierć spowodowana przez pijanego kierowcę. W sąsiedniej Litwie, od kilku lat społeczeństwo śledzi doniesienia związane z cały czas trwającą bulwersującą sprawą śmierci młodej kobiety, która zginęła w stojącej na skrzyżowaniu taksówce na którą najechał rozpędzony do 130 km/h VW Golf usługi CityBee, którego prowadził kompletnie pijany 56-latek. Mimo, że Wilno leży tak blisko i jest z naszym krajem związane nie tylko ze względu na bliskie sąsiedztwo, to próżno szukać doniesień na temat tego wydarzenia w naszym rodzimych mediach. Na Litwie, również rozbito współdzielone Porsche i również kierowca był pod wpływem alkoholu. Co więcej wydarzyło się to nawet wcześniej niż w Polsce, jednak nikt poza naszym portalem nie informował o tej sytuacji w polskich mediach. Podobnie, nikt poza nami nie informował o rozbiciu Ferrari w moskiewskiej usłudze Delimobil, oraz klasycznego Forda Mustanga, w również moskiewskiej usłudze Yandex Drive. Oczywiście można zaprostestować, twierdząc, że Litwa i Rosja również mają podobny, jeśli nie większy problem z alkoholem w swoim społeczeństwie co Polska, więc to złe przykłady. Jak się jednak okazuje zachód Europy wcale nie wygląda pod tym względem lepiej. 

Tytułowe zdjęcie przedstawia rozbitego VW Polo z niemieckiej usługi Miles (co ciekawe u tego usługodawcy wynajem na krótko naliczany jest w trybie kilometrowym, co wskazuje, że wcale nie ma reguły i nawet model właśnie kilometrowy nie zachęcający do szybkiej jazdy, nie rozwiązuje problemu nieodpowiedzialnych kierowców). W tym konkretnym przypadku dwie osoby zostały odwiezione do szpitala, a jak się później okazało, obie (kierowca i pasażerka) byli pod wpływem alkoholu. Na brak problemów nie narzekają również usłuugodawcy z Włoch, którzy mają tak dużo przypadków rozbijania samochodów współdzielonych, że powstał tam nawet specjalny fan-page na Facebooku, gdzie publikowane są zdjęcia z wypadków pojazdów współdzielonych. Aby uzmysłowić to, że do włoskiej sytuacji … jeszcze polskiemu „sharingowi” daleko,  warto zwrócić uwagę, że u nas zdarzało się, że w rzekach czy stawach znajdowano rowery czy hulajnogi na minuty, natomiast we Włoszech trafiają tam nawet samochody.

Oczywiście powyżej opisane przypadki to tylko wierzchołek góry lodowej i są to przypadki znane naszej redakcji już wcześniej, natomiast takich przypadków praktycznie w każdym kraju, w którym działają usługi carsharingowe jest niestety wiele. Nasz materiał nie ma jednak za zadanie trywializować problemu, lecz zwrócić uwagę, że nie jesteśmy w tej materii wyjątkowi. Skrajnie nieodpowiedzialne sytuacje zdarzają się i będą się zdarzać nadal, niemniej jednak operatorzy nie przechodzą na tym do porządku dziennego i walczą z sytuacją, bo nigdy taki przypadek nie przynosi firmie żadnych pozytywów, bo nawet sam fakt „darmowej reklamy” nie przynosi chluby firmie. A o tym, że dla takich sytuacji nie ma złotego środka niech zaświadczy fakt, że mimo wieloletnich walk z piratami drogowymi i pijanymi kierowcami w prywatnych samochodach, nadal nie znaleziono skutecznych narzędzi na to aby rozprawić się z tymi problemami, niezależnie od szerokości geograficznej, dlatego oczekiwanie od usługodawców znalezienia złotego środka na problem, z którymi nie mogą sobie poradzić całe rządy w wielu krajach jest bardzo daleko posuniętym optymizmem.

Reasumując, Polska wbrew wyrabiającemu się powoli stereotypowi nie jest ani szczególnie lepsza ani gorsza w temacie braku odpowiedzialności kierowców samochodów współdzielonych, natomiast szczególny status wydarzeń związanych z tymi autami w mediach nie tylko polskich wynika z faktu, że carsharing jest obecnie chwytliwym trendem, a do tego skłania do dyskusji o wiele bardziej niż analogiczna sytuacja z autem zupełnie cywilnym, więc media chętnie ten trend wykorzystują.

 

Dos

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz