„Carpocalipsa” na fali.

Zwracaliśmy już wcześniej na naszych łamach uwagę na fakt, że obecny sezon letni na rynku wynajmu samochodów jest absolutnie ekstremalny i nawet najdłużej działający na nim specjaliści nie pamiętają podobnych przypadków w przeszłości. Bardzo wysokie ceny wynajmów, niedobór samochodów i kreatywne poszukiwania alternatyw, a wszystkiemu winny kryzys spowodowany przez korona-wirusa, który wstrzymał fabryki, a do tego spowodował zapaść na rynku komponentów niezbędnych do produkcji samochodów, w związku z czym o wiele mniejsza ilość nowych samochodów trafiła na rynek w roku bieżącym.

Procent nowych samochodów w Polsce jest znikomy w stosunku do puli aut używanych, a także wśród polskiego społeczeństwa prym wiedzie przekonanie, że najlepsze auto to samochód 2-3 letni, bo wtedy unikamy płacenia za najwyższy poziom utraty wartości w pierwszych dwóch latach. To przekonanie nie jest bezpodstawne, natomiast aby rynek „2-latków” istniał, musi trafić na polskie ulice odpowiednio duża ilość samochodów nowych, a te niestety w skutek pandemii nie trafiły. Fabryki robią co mogą aby zapewnić samochody w związku ze zwiększonym popytem, wszak taśmy produkcyjne są gotowe do pracy już od wielu miesięcy, tak jednak na przeszkodzie stoi kryzys na rynku półprzewodników, bez których nie może zostać zbudowany żaden nowoczesny samochód.

Opisany powyżej problem zauważył z pewnością każdy, kto postanowił tegorocznej wiosny lub lata wynająć samochód, zarówno w Polsce jak i pozostałej części świata. Ceny poszybowały w górę, a w wielu firmach samochody „wyprzedano” bardzo szybko, nie spodziewając się wzmożonego popytu. Klienci szukają alternatyw gdzie się da, co zresztą widać doskonale po rynku polskiego carsharingu, gdzie zmniejszoną ilość dostępnych na mapie samochodów widać jak na dłoni. Duża część osób, które nie znalazły samochodów w tradycyjnych wypożyczalniach na wakacyjne wynajmy, zdecydowała się na carsharing. Ktoś może pomyśleć, że wypożyczalnie nie przygotowały się na bieżący sezon a przez to cierpią klienci i zasadniczo będzie mieć rację, natomiast trzeba zauważyć, że na obecny stan zbiegły się 3 bardzo istotne czynniki:
– wspomniany już powyżej kryzys na rynku półprzewodników, który spowodował duże opóźnienia w dostarczaniu tegorocznej, zamówionej floty nowych samochodów
– zwiększone zapotrzebowanie na lokalne wynajmy, spowodowane zwolnieniem obostrzeń oraz nadal dużymi utrudnieniami w poruszaniu się po zagranicy
– bezprecedensowe pozbywanie się samochodów przez wypożyczalnie, trwające od połowy zeszłego roku, gdy COVID-19 spowodował ekstremalne spadki ilości wynajmów, przez co firmy nie były w stanie utrzymać dużych stanów flotowych, więc sprzedawały w każdy możliwy sposób, auta na które nie było chętnych wynajmujących

W Stanach Zjednoczonych tegoroczny problem nazwano „carpokalipsą” a relacji o tym jak wielu klientów zostało odesłanych z kwitkiem z biur wypożyczalni albo jak niespodziewanie drogo kosztował ich tegoroczny wynajem samochodów, pełne są amerykańskie media. Zresztą nie tylko amerykańskie, ponieważ kryzys jest globalny i odczuwalny jest niemalże w każdym zakątku planety, gdzie rynek „rent-a-car” jest rozwinięty.

Tytułowe zdjęcie nie jest żadnym „click-baitem” i nawiązuje do sytuacji, która ma szansę stać się historycznym symbolem opisywanej sytuacji. Na zdjęciu widzimy krajobraz Hawajów, będących jedną z najsłynniejszych wakacyjnych destynacji na świecie, oraz ciężarówkę amerykańskiej firmy przeprowadzkowej – U-Haul. Firmę można skojarzyć choćby z tego, że była ona bardzo popularna w amerykańskich produkcjach filmowych, gdzie bohaterowie filmu, którzy w swojej historii musieli się przeprowadzać, zawsze korzystali z usług tej firmy poprzez wynajem przyczep, bądź właśnie ciężarówek z tym charakterystycznym logo, którymi przewozili swój dobytek z jednego stanu do drugiego. I właśnie firma U-Haul stała się mimowolnym symbolem kryzysu na tamtejszym rynku wynajmu samochodów, ponieważ jak donoszą już ogólnokrajowe media amerykańskie, klienci odwiedzający Hawaje w skutek braków samochodów do wynajmu na tej rajskiej wyspie odkryli alternatywę w postaci właśnie takich ciężarówek. Hawajski oddział U-Haul nigdy wcześniej nie miał tak dużego zapotrzebowania, a klienci którzy planowali zwiedzanie urokliwych zakątków wyspy z niewielkiego samochodu kompaktowego, bądź letniego kabrioletu, „zderzając” się z sytuacją niedoboru aut na wynajem zauważyli, że wynajem takiej ciężarówki jest najtańszą oraz w sumie jedyną alternatywą dla wynajmowanego na wakacje samochodu, przez co widok ciężarówek U-Haula na parkingach przy popularnych plażach oraz innych atrakcyjnych miejscach na Hawajach, nikogo już nie dziwi.

Wadą ciężarówek U-Haul jest jednak zdecydowanie brak okien w przestrzeni bagażowej, ponieważ w takim przypadku, samochody mogłyby śmiało posłużyć jako kampery, na co wskazują również przekazy medialne z Ameryki. Nie powinno to dziwić, ponieważ branża hotelowa również nie rezygnuje z możliwości nadrobienia przynajmniej części strat z „sezonu covidowego” a więc ceny wynajmu w hotelach i kwaterach również nie należą do najtańszych.

Bieżący sezon letni jest najtrudniejszy od lat zarówno do wynajmujących samochody jak i dla najemców, co może zmienić wyłącznie ustabilizowanie sytuacji na rynkach światowych, co nie wydarzy się w pełni do czasu w pełni opanowanej sytuacji epidemicznej, ponieważ dopóki świat nie odzyska stabilności, nawet w obliczu „carpokalipsy” trudno zakładać, że firmy wynajmujące samochody zaczną kupować samochody bez opamiętania, aby w przypadku ewentualnej kolejnej fali zachorowań i obostrzeń ponownie nie zostać z wieloma samochodami, dla których nie znajdą pokrycia, na czym niewątpliwie korzysta carsharing, który z usługi odbieranej początkowo jako alternatywa dla taksówek na krótkich przejazdach miejskich, wypełnia bardzo udanie lukę na rynku wynajmów wakacyjnych nie tylko w Polsce.

Udostępnij przez :

Ten post ma 19 komentarzy

Dodaj komentarz