Carsharing nie dla Katanii… i Zielonki.

Rozwój usług współdzielonej mobilności samochodowej jest widoczny w Polsce gołym okiem. W ciągu ledwo 3 lat, z absolutniej pustyni, nasz rodzimy rynek stał się jednym z naszybciej rozwijających się pod względem „sharingu” pojazdów na świecie. Zresztą dobry czas dla takich uslug dostrzegalny jest niemalże w całej Europie. Ale czy całej? Może są miejsca gdzie carsharing nie jest mile widziany?

Na pewno na miano takiego miejsca pracuje usilnie włoska Sycylia. Właśnie dzisiaj, z drugiego największego miasta wyspy – z Katanii, po niecałych dwóch latach działalności wycofuje się największy włoski usługodawca – Enjoy.  Ten liczący niemal 2000 samochodów, oferujący je w 6 włoskich miastach operator,  postanowił zamknąć swoją sycylijską lokalizację ze względu na bardzo wysoką ilość uszkodzeń samochodów, przy czym ich większość to nie szkody komunikacyjne, a wandalizm. Jak duży był to problem, niech posłuży fakt, że z początkowej floty 200 sztuk Fiatów 500, które zostały udostępnione w usłudze, ponad połowa padła ofiarą aktów wandalizmu i kradzieży częsci. Tak dużej skali nie spodziewał się operator, w konsekwencji czego po prawie dwóch latach oferowania swojej usługi ogłosił, że z dniem 20 maja kończy swoją przygodę z Sycylią. Warto wspomnieć, że oprócz samych aktów wandalizmu i kradzieży podzespołów udostępnionych samochodów, usługa nie osiągała satysfakcjonujących wyników pod względem ilości zarejestrowanych klientów oraz wolumenu przejazdów, dlatego też radykalna decyzja koncernu  energetycznego ENI będącego właścicielem usługi nie powinna dziwić. Interesującym jest też fakt, że Katania, to pierwszy przypadek wycofania samochodów z którejkolwiek lokalizacji tego operatora. Nie znaczy to jednak, że to pierwsza porażka w historii Enjoy, bowiem już 2 lata temu, ten usługodawca zdecydował się całkowicie zamknąć swoją usługę skuterów na minuty którą prowadził w Mediolanie, Rzymie i właśnie w Katanii. Wycofanie się Enjoy z jedynej swojej lokalizacji na południu Włoch, jest dowodem, że nie każde społeczeństwo „dorosło” do współdzielonej mobilności.

A czy wspomniany na wstępie polski rynek wolny jest od podobnych przypadków? Co prawda mamy w historii usługi, które nie przetrwały próby czasu (Omni), ale operatorzy wycofujący swoje samochody z części lokalizacji to jednak widok niecodzienny. Myli się jednak ten, kto twierdzi, że w Polsce podobne sytuacje w ogóle nie mają miejsca. Ofiarą wandalizmu padł niedawno największy warszawski carsharing – PANEK, który po raptem kilku dniach działania, usunął ze swojej aplikacji mini-strefę w podwarszawskiej Zielonce, gdzie jednej nocy niezidentyfikowany sprawca poprzecinał opony w samochodach ustawionych na jednym z parkingów. Co ciekawe samochody które padły ofiarami wandala, to nie tylko pojazdy „Panka”, ale też inne stojące tam auta, które zarejestrowany były w innym powiecie niż wołomiński, którego częścią jest właśnie Zielonka. Nagłe wycofanie się po jednym incydencie może dziwić. Wszak Enjoy w Katanii „wytrzymało” prawie 2 lata. Z drugiej jednak strony taki nocny sabotaż to koszt około 1 tysiąca złotych na jeden samochód, a złapanie wandala i pociągnięcie go do odpowiedzialności graniczy z cudem. Ponadto strefa w Zielonce z pewnością nie była lokalizacją strategiczną, tym bardziej można zrozumieć takie działanie tego usługodawcy mimo, że jest to smutne. Chociaż chyba nie tak bardzo jak to, że nie wszędzie wspołdzilelona mobilność może rozwijać się bez przeszkód.

 

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz

Zamknij menu