CRASHaring – czyli wszystko o szkodach we współdzielonej mobilności.

Można powiedzieć że Polska zaczyna powoli krzepnąć jako użytkownik samochodów na minuty. Coraz więcej inicjatyw, a do tego na horyzoncie pojawiają się kolejne, przez co polscy użytkownicy po upływie pierwszych wrażeń z testów nowego rodzaju mobilności zaczynają myśleć o tym, o czym łatwo zapomnieć na samym początku. Zaczynają zatem myśleć o odpowiedzialności. Z tego właśnie powodu, że coraz więcej pojawia się materiałów mówiących o tej właśnie ciemniejszej stronie wolności użytkowania, a także coraz więcej pytań zadają użytkownicy, postanowiliśmy w poniższym materiale opowiedzieć, jak to właściwie jest z odpowiedzialnością za współdzielone samochody, gdy coś, użytkując taki pojazd, pójdzie … „nie tak”. Każdy z obecnie działających Carsharingów na terenie Polski, ma swoje indywidualne ustalenia odnośnie kar za uszkodzenie samochodów udostępnionych swoim klientom. Każda z firm, jedne bardziej, inne mniej przejrzyście określają odpowiedzialność. Nie da się od tego odejść całkowicie, ponieważ należy pamiętać że nowy samochód, to nie paczka chipsów, tylko przedmiot o wartości przekraczającej często roczne przychody dużej części ich użytkowników. Dlaczego zatem przedsiębiorcy udostępniający taką usługę mieliby rezygnować z obciążeń za uszkodzenie swojego mienia? Tym bardziej że na „bogatym” zachodzie, również nikt tego nie odpuszcza?

Zacznijmy od najbardziej logicznego argumentu – Ubezpieczenie. Analizując profile społecznościowe wielu Carsharingów na świecie, u tych polskich pytanie o zasadność obciążeń skoro auta mają AutoCasco jest chlebem powszednim. Co ciekawe u zachodnioeuropejskich, takie pytania nie pojawiają się niemal w ogóle. Dlaczego? Zapewne dlatego, iż świadomość działania ubezpieczeń jest tam głębsza i poparta większym doświadczeniem. Ubezpieczenia w szerszym zakresie niż tylko OC, oraz mieszkania, stały się modne w Polsce dopiero w ostatnim dziesięcioleciu. Nagle można ubezpieczyć się niemal od wszystkiego. Skoro tak, to dlaczego mam płacić za uszkodzenie auta z Carsharingu? Tym bardziej że mają ubezpieczenie. I tutaj się pojawia błąd. A nawet dwa w jednym zdaniu. Wcale nie jest powiedziane że firmy obsługujące Carsharing mają  ubezpieczenie AutoCasco. A drugi w tym że skoro nawet jeśli mają, to dlaczego mają dawać je za darmo? Czy ubezpieczenie AutoCasco jest za darmo? Tutaj mała wskazówka związana ze skalą. Im flota ma większą ilość samochodów, tym bardziej ubezpieczenie dodatkowe poza OC, traci sens. Można pomyśleć „Jak to?” Otóż zakładając że nawet szkodowość floty, załóżmy 300 samochodów, będzie wynosić 20%, czyli w 1/5 samochodów trzeba będzie naprawić szkodę, to suma odszkodowań nie przekroczy sumy zapłaty za te ubezpieczenia przy zakupie aut do tej usługi. Dlatego też największe firmy tradycyjnego wynajmu samochodów takich ubezpieczeń nie mają, bądź działają wg systemu tzw. samo-ubezpieczenia. Skoro tak działają firmy wynajmu, to i wielce prawdopodobne że największe polskie Carsharingi również z nich nie korzystają z tej właśnie przyczyny. Jest jeszcze drugi argument. Mianowicie podnoszenie stawek za te ubezpieczenia. Logicznym jest że jeśli w naszym prywatnym samochodzie rozbijemy auto z naszej winy, to po naprawie zapłacimy więcej za składkę, ponieważ firma ubezpieczeniowa musiała ponieść koszt likwidacji spowodowanej przez nas szkody. Podobnie jest z firmami. Każde „x” uszkodzeń w takiej firmie, powodowałoby podniesienie stawki w następnym roku. A przy tych flotach liczonych w setkach samochodów, jeśli już AC jest wykupione to z reguły małych i średnich szkód się nie zgłasza, ponieważ wypłacone odszkodowanie to tylko odroczenie poniesienia kosztów naprawy takiego uszkodzenia, gdyż następna składka, zostanie powiększona o sumę nie odbiegającą od tej jaką otrzymało się w odszkodowaniu. Zatem dlaczego Carsharing miałby ubezpieczać w pełnym pakiecie swoje samochody, a także dlaczego miałby rezygnować z obciążania karą umowną, za uszkadzanie swoich samochodów nie mając AC, bądź nawet mając, płacąc za likwidację szkody tak jakby go nie miało? Gdzie tu logika? Owszem można napisać, „to niech wrzucą cenę AC w cenę wynajmu”. Pytanie tylko, dlaczego osoby jeżdżące ostrożnie mają ponosić koszta czyjejś brawury? Ukrycie tych kosztów w cenie, wymusiłoby na dostawcy podniesienie ceny najmu od kilkunastu do kilkudziesięciu groszy, przez co straciłaby ona na konkurencyjności, dla innych środków komunikacji w mieście. Kolejnym ważnym argumentem przy ubezpieczeniu jest niestety duży poziom kombinatorstwa w naszym rodzimym społeczeństwie. Z perspektywy konsumenta brak kary umownej jest świetny i bardzo pro-kliencki. Co jednak ważne, przedsiębiorcy nie podzielają tego zdania. I wcale nie chodzi o przypadkowo uszkodzone samochody. Dla operatorów Carsharingu, największym problemem jest fakt sfingowanych szkód. Do tej pory najbardziej zdeterminowani oszuści wykorzystywali najtańsze samochody z tradycyjnego wynajmu samochodów, gdzie po wpłaceniu opłaty za jedną dobę plus niewielkiej kaucji, używali go do upozorowania szkody na swoim samochodzie uprzednio uszkodzonym, dzięki czemu można było na koszt wynajętego auta, naprawić swój pojazd. Zwłaszcza gdy można w takich wypożyczalniach wykupić za niewielką stawkę, ubezpieczenie znoszące karę umowną. Jeśli w tradycyjnym wynajmie z kaucją i ubezpieczeniem to była plaga, to można sądzić że gdyby nie kara umowna, to Carsharing stałby się nową modą wśród takich klientów, a propozycja zakupienia ubezpieczenia dodatkowego nie byłaby zbytnim straszakiem. A czy takie ubezpieczenie krótkoterminowe do wykupienia dobrowolnie byłoby interesujące dla klientów? Śmiemy twierdzić że niekoniecznie. Aby takie ubezpieczenie miało sens, koszt pakietu do zniesienia tej kary, musiałby wynosić kilkadziesiąt złotych, a to przy średniej opłacie za jeden wynajem na poziomie 10 PLN, jest irracjonalne. Można pójść śladem wrocławskiej usługi GoGet, który jest w obecnej chwili jedynym systemem, gdzie takie ubezpieczenie można wykupić. Tam za kwotę 99 PLN można ubezpieczyć cały rok użytkowania samochodu w tym programie do pierwszej dokonanej szkody. Cena niemalże 100 PLN wydaje się jednak dość wysoka zważywszy na odpowiedzialność do 250 PLN, jeśli się go nie wykupi. Dodatkowym ograniczeniem jest fakt że w GoGet kaucja musi być wpłacona przed wynajmem, co powoduje że ta usługa jest czymś na kształt hybrydy Carsharingu z tradycyjnym wynajmem. Wrocławska usługa jest też dobrym dowodem na tezę o opłacalności posiadania pełnego pakietu ubezpieczenia w takim samochodzie. GoGet spośród wszystkich obecnych na polskim rynku jest najmniejszy. Posiada raptem kilka samochodów. Z tego powodu też, auta tego programu posiadają ubezpieczenia AC, ponieważ nie dotyczy ich problem skali, więc mogą: raz – pozwolić sobie na pełen pakiet, a dwa – proponować najmniejsze udziały własne w szkodach, na co z pewnością nie pozwoliłby sobie ten operator przy zdecydowanie większej flocie.

Następnym argumentem będzie ten, podnoszony często przez niezadowolonych klientów, mówiący, że operatorzy Carsharingu chcą zarabiać na szkodach. Idąc tym tokiem, wychodzi na to, że każda szkoda jest przez nich wyglądana z niecierpliwością, co jest dalekie od prawdy, bo obciążanie klienta wiąże się często z jego utratą, natomiast samochód należy po szkodzie naprawić, a kwota opisana w regulaminie jest często nie pokrywająca nawet połowy należności za naprawę takiego auta. Można w to wierzyć lub nie, ale szkoda na samochodzie nigdy nie opłaca się nikomu (chyba że mówimy o tzw. „ustawce”). To typowa sytuacja LOSE-LOSE, bo traci klient, traci operator a także traci ubezpieczyciel. W ramach dowodu na tą tezę, że operatorzy nie czekają na uszkodzenia, można podać fakt że samochody, przynajmniej w warszawskich Carsharingach są dobrze wyposażone, szczególnie w kierunku zapobiegania kolizjom, jak czujniki parkowania, czy kamery cofania. Samochód z takim wyposażeniem uszkodzić naprawdę trudniej, a zabezpieczone są doskonale te elementy które w jeździe miejskiej są szczególnie narażone na kolizje i te obciążenia których szczególnie boją się użytkownicy.

Wysokość kar, to kolejny argument z jakim chcielibyśmy się zmierzyć. Każdy z Carsharingów ma swój pomysł na te szkody. I każdy z nich inaczej to formułuje w swoich regulaminach. Za najmniej liberalną usługę uchodzi PANEK, z najwyższą karą za uszkodzenie, wynoszącą 4000 PLN. Traficar promuje opcję o braku opłaty za uszkodzenia, jednakże w regulaminie ukryta jest opłata o naprawie elementów blacharskich, gdzie kara może przekroczyć też te 4000 PLN proponowane u ich konkurenta. Jest w stolicy jeszcze 4mobility z karą w wysokości 1000 PLN, która wydaje się najbardziej przystępna, zwłaszcza biorąc pod uwagę że tam jeżdżą samochody premium marek BMW i MINI. Różnice w karach są widoczne, ale wspólny mianownik jest taki że kary są niewątpliwe i raczej nic nie skłoni operatorów do tego aby z nich odeszli, zwłaszcza w sytuacji gdy tak realny jest scenariusz wynajmu aut do procesu wyłudzania odszkodowań. Analizując cenniki, można dojść do wniosku, że taki potencjalny oszust będzie usługę PANEK omijał z daleka, a i po wczytaniu się w regulamin Traficara, znając koszta napraw blacharskich, raczej sobie odpuści. W ramach rzetelności dziennikarskiej, zmuszeni jesteśmy dodać pewną oczywistość związaną z kolizjami gdzie kierowca prowadzący samochód współdzielony jest poszkodowanym. W sytuacji gdy ewidentnym sprawcą jest osoba trzecia i użytkownik Carsharingu zdobywa oświadczenie takiej osoby o przyznaniu się do winy za szkodę, bądź rozstrzyga to Policja na korzyść użytkownika współdzielonego auta, to poszkodowany nie musi się stresować karami. Kary mogą wejść w grę wyłącznie przy udokumentowanej winie klienta, bądź gdy winnym jest inny użytkownik drogi którego nie jest on w stanie wskazać.

Kolejnym argumentem na jaki natknęliśmy się przy analizie problemu, jest podnoszenie problemu związanego z tym że operator zachowuje sobie prawo do obciążenia użytkownika kosztami pełnej szkody, przy brawurowej jeździe jak np. przy znacznym przekroczeniu prędkości podczas jazdy. Natomiast czy jest sens dyskutować z tymi obawami? Czy naprawdę należy pobłażliwie podchodzić do klientów którzy świadomie przekraczają dopuszczalną prędkość w centrum zatłoczonego miasta? Jeśli takie zapisy skłonią rutyniarzy za kierownicą do przestrzegania przepisów w zakresie m.in prędkości w przestrzeni miejskiej w której wspólnie żyjemy, to jesteśmy pierwszymi którzy przyklasną takiej idei. Owszem, pojawiają się głosy mówiące o tym że taki punkt regulaminu daje dużą swobodę działania operatorowi, który może szukać pełnej wartości szkody naciągając fakty mówiące o prędkości podczas kolizji, natomiast podobne przepisy znajdują się w niemal każdym OW (ogólne warunki) polis komunikacyjnych więc takie zapisy nie są tak kontrowersyjne jak mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka. Podejrzenie jazdy niezgodnie z przepisami, szczególnie w przypadkach szczególnie rażącego ich łamania, jest zawsze dogłębnie analizowane przy procesie likwidacji szkody, o czym wie każdy kto spowodował bądź był ofiarą szkody, do której doszło przy ewidentnym złamaniu przepisów ruchu drogowego. Korzystanie z samochodu niezgodnie z przeznaczeniem, ucieczka z miejsca zdarzenia, czy nawet jazda pod wpływem alkoholu, to tylko kilka wykluczeń z wspomnianych OW z którymi nikt nie dyskutuje. Dlaczego więc dyskutujemy z przekroczeniami prędkości? Tym bardziej z takimi których operator nie będzie w stanie udowodnić? Systemy Carsharingowe oparte są na działaniu systemów GPS, które nie są wbrew pozorom idealne. Mają one swoją określoną czułość która nie jest doskonała. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, gdy obciążeniem za całość szkody, został ukarany ktoś, kto w momencie zdarzenia miał 60 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h, bo tolerancja i margines błędu jest zbyt mały. Natomiast tam, gdzie wg GPSu widać że samochód przed zdarzeniem poruszał się z prędkością 100 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h, to jesteśmy zdania, że takie przypadki należy karać z pełną surowością, bo takie użytkowanie pojazdów nie mieści się w ramach odpowiedzialnej idei sharing-economy.

Reasumując, kary są zawsze tematem drażliwym, natomiast nie ma co liczyć że ktokolwiek z nich zrezygnuje. Samochody są dobrze wyposażone, także w kierunku ochrony przed szkodami parkingowymi. Brawurę z kolei można zarezerwować na tor kartingowy, a ostrożni i odpowiedzialni kierowcy w samochodach współdzielonych to bezpieczniejsze ulice. Wspólne ulice. Czynne uprawianie idei Carsharingu, to oznaka odpowiedzialności zarówno społecznej jak i ekologicznej, dlatego też osoby odpowiedzialne, do jakich w głównej mierze kierowane są samochody współdzielone, powinny rozumieć z czego wynikają kary i że nie są celem samym w sobie, a jedynie elementem zwalczającym szereg patologii, jak choćby wspomniane wcześniej wyłudzanie odszkodowań, czy niebezpieczna jazda po ulicach zatłoczonych miast. Na koniec chcielibyśmy się jeszcze podzielić pytaniem które nas nurtuje bardzo mocno od samego początku zbierania materiałów do tego artykułu. Uszkodzenie roweru miejskiego Veturilo kosztuje 2000 PLN, natomiast nie możemy odnaleźć jakiejkolwiek wzmianki mówiącej o tym, że użytkownicy usługi NextBike, która popularnością bije na głowę wszystkie 3 warszawskie Carsharingi razem wzięte, mają z taką karą jakikolwiek problem.

Foto by: Bild.de & Katu.com

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz

Zamknij menu