Los Angeles zaprzęga współdzieloną mobilność do pomocy najbiedniejszym.

AutoLib, to może nie największy, ale zdecydowanie jeden z ciekawszych systemów aut na minuty, rozwijających się na świecie. Początkowo system ten znany był głównie we Francji, do której ograniczał swoją działalność. Usługa będąca własnością grupy Bollore, francuskiego giganta w branżach transportowej i energetycznej, jest największym operatorem carsharingu w Paryżu, gdzie oferuje samochody BlueCar własnej produkcji, które są autami wyłącznie elektrycznymi. Działalność usługi charakteryzuje się brakiem barier geograficznych, ponieważ operator, po wprowadzeniu swoich samochodów na ulice Paryża, Lyonu i Bordeaux, nie skierował swoich działań na ekspansję europejską (są plany stworzenia oddziałów w m.in Londynie czy Rzymie, natomiast na ten moment AutoLib tam nie operuje), a poszedł znacznie szerzej, już w 2015 roku otwierając swoje podwoje na amerykańskie Indianapolis. Po amerykańskiej ekspansji przyszedł czas na kolejny ciekawy kierunek, którym jest Singapur. Właśnie tam w roku 2017 powstała usługa BlueSG pozwalająca na wynajem elektrycznych BlueCarów z floty liczącej 1000 samochodów. Singapurskiej usłudze poświęciliśmy odrębny materiał, z którym można zapoznać siętutaj, jednak to nie azjatyckiej fili chcieliśmy poświęcić nasz dzisiejszy materiał.

Po Singapurze, uwaga Bollore Group ponownie skierowana została na Stany Zjednoczone, a konkretnie na Los Angeles, gdzie właśnie pod koniec kwietnia br. uruchomiona została nowa lokalizacja pozwalająca na wynajmy elektrycznych samochodów BlueCar. I to przedsięwzięcie szczególnie nas zainteresowało. Na ulice stolicy Kalifornii wyjechało w dniu startu usługi tylko 25 samochodów, co może wydawać się mało poważne, zwłaszcza gdy spojrzymy na choćby Wrocław, gdzie Vozilla uruchomiła swój system w oparciu o 200 samochodów, czyli 8 razy więcej. Pamiętać jednak należy, że 25 aut, to dopiero początek i do końca roku 2018 mieszkańcy Los Angeles będą mogli korzystać z floty 4 razy większej, a górna granica rozwoju usługi została oszacowana na 300 samochodów, 40 lokalizacji (stacji) z łącznie 200 punktami ładowania. Podane liczby, mają być osiągnięte do 2021 roku. Ceny jakie proponuje usługodawca, składają się z dwóch elementów, czyli stałej subskrypcji miesięcznej, oraz opłaty za czas używania pojazdu. Opłata za przejechany dystans, co jest typowe dla usług opartych na autach elektrycznych, nie jest pobierana. Miesięczny abonament w BlueLA (bo tak nazywa się kalifornijska usługa) to koszt 5 USD, a minuta jazdy oszacowana została na 0,20 USD, czyli godzinne korzystanie z samochodu, kosztować będzie 12 USD. Pamiętać należy, że BlueLA jest usługą w pełni stacjonarną, dlatego też zakończenie wynajmu możliwe jest tylko w jednej z kilkudziesięciu udostępnionych stacji na terenie całego miasta. W zamian za to, klienci otrzymają możliwość poruszania się ekologicznym samochodem, oferującym zasięg do 160 mil na jednej w pełni naładowanej baterii.

Czy jest jednak coś, co czyni kalifornijską usługę wyjątkową? Owszem. Bollore Group, uruchomiło BlueLA we współpracy z Deparamentem Transportu Los Angeles (LADOT), który zdecydował się na przyznanie na rozwój usługi dotacji w wysokości 1,7 miliona USD, w ramach krajowego programu redukcji gazów cieplarnianych i poprawę zdrowia – California Climate Investments. Co jednak szczególnie interesujące, wg władz Los Angeles, wprowadzenie na ulice usługi BlueLA będzie poza wpływem na ekologię, mieć również wpływ czysto socjalny, ponieważ oprócz podanego powyżej cennika oficjalnego, w użyciu będzie również dostępny cennik „socjalny”, przeznaczony dla najuboższych mieszkańców stolicy Kalifornii. Gospodarstwom domowym, których przychód roczny nie przekracza 45 000 USD, oferowany jest cennik w wersji subsydiowanej, gdzie miesięczny abonament wynosi symbolicznego dolara (w opcji normalnej 5), a minuta jazdy obniżona jest do poziomu 0,15 USD (w stosunku do 0,20 USD w opcji normalnej). Zdaniem władz Los Angeles, jak i operatora BlueLA, zaoferowanie dostępu do samochodów, również osobom, skazanym dotychczas wyłącznie na transport publiczny, zwiększy ich autonomię i niezależność.

Naszym zdaniem, na takie projekty w „naszej” szerokości geograficznej, nie ma co na ten moment liczyć, szczególnie gdy zestawimy amerykański poziom granicy ubóstwa, z rodzimym, przy zachowaniu stosunkowo podobnych cen zakupu i utrzymania samochodów w krajach rozwiniętych. Niemniej jednak, przykład ze słonecznej Kalifornii, pokazuje, że rozwój projektów współdzielonej mobilności powinien odbywać się przy współpracy z samorządami, ale przy zachowaniu zdrowych zasad.

Udostępnij przez :
Zamknij menu