Czy przewóz osób w 2020 nadal będzie tani?
I co na to carsharing?

Jednym z najczęściej przywoływanych tematów przy okazji dyskusji o carsharingu, jest twierdzenie jakoby usługi przewozu osób (Bolt, Uber i inni lokalni operatorzy) były tańsze od wynajmu samochodów na minuty. Zakładając, że ta hipoteza jest prawdziwa, to carsharing wobec takich usług nie stoi w łatwym położeniu zważywszy, że będąc wiezionym przez „szofera” nie musimy się martwić poszukiwaniami miejsca do zaparkowania samochodu który wynajęliśmy, a wcześniej nie musieliśmy do ów pojazdu dotrzeć. W przypadku przewozu osób, kierowca odbierze nas z miejsca gdzie właśnie przebywamy i dowiezie nas tam gdzie akurat sobie zażyczymy. Jeśli zatem faktycznie takie usługi wychodzą dodatkowo taniej niż prowadzenie samochodu własnoręcznie to carsharing nie ma łatwo.

Ale czy rzeczywistość potwierdza, że przewóz osób był, jest i będzie tańszy od „aut na minuty”? Biorąc to jednak na logikę, to nie powinno być to prawdą, choćby z tego powodu, że nasz przejazd czy to taksówką, czy usługą przewozu osób, musi być zrealizowany przez kierowcę, któremu ostatecznie musimy zapłacić za jego usługę. Biorąc pod uwagę stale zwiększający się koszt zatrudnienia, nawet gdy za kierownicą będzie siedział skłonny pracować za niższą stawkę imigrant, przewóz osób, podobnie jak usługi taxi, tańsze od carsharingu być nie powinny. Ale w wielu przypadkach są, a stoi za tym choćby to, że operatorzy usług przewozu osób kuszą klientów wieloma promocjami i akcjami marketingowymi które mają ich zainteresować korzystaniem ze swoich usług. Promocji nie gwarantujących zysku nie da się jednak utrzymywać w nieskończoność, a dodatkowym ciosem, który z pewnością uderzy w usługodawców przewozu osób jest wchodząca wraz z Nowym Rokiem nowelizacja ustawy o transporcie drogowym – tzw. „Lex Uber”. Najważniejszym jej elementem jest to, że od początku stycznia 2020, każdy kierowca realizujący usługę przewozu osób, będzie musiał legitymować się stosowną licencją, co w praktyce zmniejszy pulę dostępnych kierowców, bowiem dla tych, którzy traktowali dotychczas jazdę „na Uberze czy Bolcie” jako dodatkowe źródło zarobkowania, nie będzie to już tak atrakcyjne i interesujące jak przed wprowadzeniem nowych przepisów.

Powyższy problem z kierowcami opisywała niedawno na swoich łamach Rzeczpospolita, z którego to materiału kilka najciekawszych fragmentów publikujemy poniżej:

Aplikacje przewozowe staną się legalne, ale dotychczasowy model biznesowy niektórych firm legnie w gruzach. Kierowcy w praktyce staną się bowiem taksówkarzami. Będą musieli zdać egzamin i uzyskać licencję. To duży problem dla firm. Dominik Wolski, szef Bolta na Polskę, nie ukrywać, że nowa ustawa jest wyzwaniem. – Musimy dostosować się m.in. do wymogów związanych z odpowiednim wyposażeniem aut, obowiązku posiadania taksometrów i kas fiskalnych w formie aplikacji czy z licencjami dla kierowców. W skali 29 miast w Polsce, w których działamy, i kilkudziesięciu tysięcy kierowców, którzy z nami współpracują, nie jest to proste – zaznacza Wolski. Nie ma wątpliwości, że dla niektórych kierowców jazda z aplikacją przestanie być atrakcyjna. – Dotyczy to tych, dla których była to forma dodatkowego zarobku – tłumaczy.

Eksperci przekonują: brak kierowców nie pozostanie bez wpływu na portfele klientów. – Nie da się w długim terminie utrzymać tak niskiej ceny dla pasażerów. Popyt rozjechał się z podażą – mówi Paweł Osowski, partner w funduszu Onex Capital, były prezes EcoCar. Jego zdaniem ceny muszą wzrosnąć, bo kierowcy chcą więcej zarabiać. I operatorzy już dziś, w obliczu deficytu pracowników, prześcigają się, by przyciągnąć ich do siebie. Jedna z firm wprowadziła system bonusów za „przyprowadzenie” nowego kierowcy. Polecający i polecony otrzymują po 1 tys. zł, choć jeszcze parę miesięcy temu stawki sięgały 100 zł.

Czy, a raczej o ile wzrosną ceny usług przewozu póki co nie wiadomo, natomiast warto w tym miejscu zastanowić się, w którą stronę tendencja cenowa będzie biegła w przypadku carsharingu, który pozbawiony jest wyzwania związanego z wzrastającymi kosztami kierowców? W przypadku operatorów carsharingu największym wyzwaniem jest początkowa inwestycja w samochody, urządzenia telematyczne, system oraz marketing. Dwa ostatnie elementy są wspólnymi mianownikami dla carsharingu oraz przewozu osób, niemniej jednak te dwa pierwsze determinowały cenniki operatorów na początku ich działalności. W przypadku „aut na minuty” najważniejszy jest dzienny współczynnik ilości wynajmów. Im on większy, tym przychód usługodawcy jest wyższy a co za tym idzie szansa na zysk się zwiększa. Nie jest tajemnicą, że polskie grupy klientów dla usług takich firm jak Uber czy Bolt przenikają się w dużej części z grupami klientów takich usługodawców jak 4Mobility czy Traficar, dlatego też można z dużą dozą pewności założyć, że jeśli faktycznie ceny nowych licencjonowanych przewoźników wzrosną, to konkurencyjność carsharingu wzrośnie, a co za tym idzie dzienna utylizacja aut na minuty również się zwiększy. Konsekwencją tego mogą być również atrakcyjniejsze stawki za wynajem samochodów, jeśli tylko operatorzy na podstawie zwiększonego dziennego współczynnika wynajmów będą mogli sobie na to pozwolić, czego trzeba im życzyć wraz z nadchodzącym rokiem 2020.

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz

Zamknij menu