Historia pewnej promocji – czyli, czemu Carsharing na prąd może nie wypalić.

Póki co, za wcześniej pisać „A nie mówiłem”, natomiast faktem jest, że coraz bardziej odczuwamy, że nasz pogląd wielokrotnie zresztą powielany na naszych łamach, czy to w tekstach, czy w materiałach filmowych z testami, przekuwa się w rzeczywistość. Chodzi mianowicie o obawę, wg której budowanie Carsharingu elektrycznego, przy aktywnej konkurencji spalinowej, nie da szans temu pierwszemu w walce na biznesowe argumenty. Taką klęskę zaliczyło Car2Go w San Diego, a podobną MultiCity w Berlinie (o obu historiach można przeczytać na naszych łamach – San Diego & Berlin). Nie chcemy przepowiadać podobnego losu wrocławskiej Vozilli, bo kibicujemy zarówno tej inicjatywie, jak i całej idei elektrycznych aut na minuty, którą odbieramy jako nieuchronną przyszłość. Nieuchronną, ale jeszcze nie gotową na dzień dzisiejszy.

Przypomnijmy, że Vozilla ruszyła w czwartym kwartale zeszłego roku, jako wrocławski carsharing oparty na wyłącznie samochodach elektrycznych. Była to pierwsza tego typu usługa w Polsce, a co więcej pierwsza która powstała jako odpowiedź na przetarg miejski, którego celem było wyłonienie dedykowanego dostawcy współdzielonej mobilności samochodowe. Przypomnijmy, że przetarg dał Vozilli prawo wyłączności co do miejskiego wsparcia, którym było przeznaczenie 200 dedykowanych dla tego usługodawcy miejsc parkingowych we Wrocławiu, oraz możliwość jazdy po wybranych bus-pasach. Nie mamy co do tego pewności, ale jednak jesteśmy skłonni uwierzyć, że ani wrocławscy samorządowcy, ani właściciele Vozilli, nie przeczuwali, że pomimo przetargu, na wrocławskie ulice zdecyduje się wyjechać jakikolwiek usługodawca nie wspierany przez władze miasta Wrocławia. Jak się jednak okazało, takim śmiałkiem okazał się Traficar, czyli jedyna póki co ogólnopolska sieć polskich aut na minuty, a jednocześnie największa firma carsharingowa w naszym kraju. Pytanie jednak, czy wejście Traficara na rynek, gdzie przyjdzie im walczyć z wspieranym przez miasto konkurentem było posunięciem roztropnym? Na to pytanie niech odpowie rynek, natomiast przy tej okazji, chcielibyśmy przypomnieć założenia Vozilli wobec swojej działalności, które zostały założone jeszcze na długo przed oficjalnym startem, oraz na długo przed wjazdem na ulice stolicy Dolnego Śląska samochodów Traficara. Od pewnego czasu, wiadomo było, że Vozilla będzie miała uproszczony cennik w stosunku do spalinowych usług choćby z Warszawy. Elektryczny usługodawca wziął przykład z carsharingów z Europy zachodniej, gdzie w usługach elektrycznych, naliczany jest wyłącznie czas przejazdu. Wrocławskie auta na minuty miały być taksowane za czas właśnie w podobny sposób, a ostatecznie wysokość tej stawki ustawiono na 1 PLN za każdą minutę jazdy. Co ciekawe, mimo nieustających deklaracji ze strony operatora usługi, co do wprowadzenia tej stawki, właśnie mija czwarty miesiąc działalności Vozilli we Wrocławiu, a deklarowana stawka nadal nie została oficjalnie wprowadzona. W zamian za to, Vozilla właśnie od początku marca wprowadza kolejną, trzecią już zmianę ceny i co ciekawe nadal jest to stawka promocyjna. Przypomnijmy, że w dniu debiutu, operator zaproponował promocyjną stawkę za minutę jazdy na poziomie 0,50 PLN. W międzyczasie stawka podniesiona została do poziomu 0,75 PLN za minutę, a właśnie dzisiaj znów wzrasta do wspominanych 0,90 PLN. Przypominamy, że nadal nie jest to kwota o której Vozilla informowała od samego początku i to całkiem oficjalnie i głośno. Taki sposób wchodzenia na rynek i przyzwyczajania klientów do usług, szczególnie nowych i unikalnych, nie jest niczym nowym i na pewno nie powinien zaskakiwać fakt, że Vozilla postanowiła w ten delikatny sposób oswajać klientów z nową mobilnością miejską. Jak się jednak okazuje, operator elektrycznych Leafów, właśnie w tej chwili tonie w niepochlebnych opiniach na temat swojej najnowszej decyzji. Czy jednak słusznie?

Vozilla na swoich profilach społecznościowych zbiera cięgi od swoich, jak często deklarują, już byłych klientów, którzy nie zostawiają na usługodawcy suchej nitki, co na pierwszy rzut oka wydaje się być irracjonalne i powodować uśmiech politowania wśród tej racjonalnej grupy odbiorców, która doskonale wiedziała, że wcześniejsze ceny Vozilli, były jedynie promocją i prędzej czy później dojście do stawki 1 PLN za minutę będzie nieuchronne. Biorąc pod uwagę, że samochody elektryczne są obecnie jeszcze dużo droższe od spalinowych odpowiedników, nie istnieje jeszcze program odkupu tych aut przez korporacyjny rynek wtórny i co najważniejsze, infrastruktura ładowania jest nadal w zarodku, można zakładać, że i wspominana złotówka pobierana za minutę, to będzie kwota która nie pozwoli wyjść usługodawcy na zero. Podobne kwoty należności oferowane za granicą, dają szanse na rentowność, ale w tych miejscach gdzie ładowarki samochodowe są powszechne od dawna i klienci są zobowiązani do pozostawiania samochodów właśnie podpinając je do „chargerów” na zakończenie wynajmu, ale mają też bardzo ograniczoną konkurencję spalinową, bądź w ogóle jej nie mają. Tak to się dzieje chociażby w Paryżu w usłudze AutoLib. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że klienta to nie musi interesować i jego święte prawo skorzystać z usługi w takiej cenie jaką proponuje usługodawca, nawet jeśli robi to „pod wodą”. Nie to jednak jest intencją zajęcia się przez nas tą konkretną sytuacją. Sednem jest wątpliwość, czy komentarze klientów Vozilli na zmianę ceny byłyby tak radykalne, gdyby nie fakt, że „elektryki” zmuszone są do konkurowania z spalinowym Traficarem? Śmiemy twierdzić, że nie. Tak jak rozwinięci spalinowi konkurenci w San Diego i Berlinie zmusili tamtejszych elektrycznych operatorów do wywieszenia białej flagi, tak we Wrocławiu spalinowe Clio skutecznie utrudniają rozwijanie biznesu operatorowi Vozilli. W naszym materiale filmowym z testów wrocławskiego Leafa, padła prognoza, że nawet pomimo dedykowanych parkingów i bus pasów, Wrocławianie po zachłyśnięciu się elektryczną mobilnością zaczną liczyć pieniądze. I wychodzi na to, że mieliśmy rację. Klienci z chęcią skorzystali z możliwości przetestowania Nissana na prąd (dla ich przeważającej większości przejażdżka Vozillą, była „pierwszym razem” z samochodem elektrycznym) jednak z czasem racjonalność i kalkulacja wzięła górę. Pamiętać należy, że tzw. „minutokilometr 1:1” nie istnieje. Szczególnie we Wrocławiu, jednym z najbardziej zakorkowanych miast w Polsce, przejechanie jednego kilometra w jeździe miejskiej trwa od 3 do nawet i 5 minut, zatem nie trudno wyliczyć, że składający się z dwóch elementów cennik Traficara będzie atrakcyjniejszy dla odbiorcy. I nie będzie miał już większego znaczenia elektryczny, ekologiczny argument.

Jednoznaczna ocena tej sytuacji jest bardzo trudna. Jasne, że elektromobilność to przyszłość, ale nie znaczy to, aby przeć w jej kierunku nie zważając na wszystko, zwłaszcza gdy infrastruktura nadal kuleje. Promowanie wyłączności dla aut elektrycznych zdaje się być rozwiązaniem, ale jak pokazuje przykład Wrocławia, nie musi to wcale odstraszyć konkurentów działających na innych zasadach, którzy dodatkowo odnoszą tam sukces. Na logikę, jedynym sensownym rozwiązaniem dla elektrycznego carsharingu byłoby ograniczenie ruchu spalinowego w centrach miast, jednak dopóki infrastrukturą nie dogonimy krajów zachodniej Europy, takie działanie będzie wylewaniem dziecka z kąpielą, bowiem wątpimy czy nawet cena 1 PLN za minutę przy obecnej sytuacji we Wrocławiu, pozwoli Vozilli wyjść choćby na zero, zatem pytanie czy wirus z San Diego i Berlina może przywędrować nad Odrę?

foto: fotkihanuli1950.blox.pl

Udostępnij przez :

Ten post ma jeden komentarz

Dodaj komentarz

Zamknij menu