Carsharing zmienia Warszawę. Ale parkowanie do poprawy.

  • Post author:
  • Post category:Warszawa

Współdzielona mobilność samochodowa w Polsce stale się rozwija. Coraz większa rzesza mieszkańców największych miast poznaje zalety carsharingu i wspólnie z usługodawcami wtapia auta na minuty w tkankę miejską. Nie ma miesiąca, aby nie wyszły na światło dzienne nowe doniesienia odnośnie planów kolejnego polskiego magistratu co do wprowadzania ulg mających przyciągnąć usługodawców na zatłoczone ulice miasta. Oczywistym jest, że carsharing nie jest lekarstwem na całe komunikacyjne zło pod którego ciężarem cierpią wszyscy mieszkańcy i odwiedzający polskie metropolie. Całego zła z pewnością auta na minuty nie wyplenią, ale mogą być skutecznym narzędziem wspomagającym walkę ze stale narastającym potokiem samochodów, który jest niewspółmiernie większy w stosunku do inwestycji infrastrukturalnych. Chociaż wyścig inwestycji wraz z wrastającą ilością samochodów, nie ma żadnego sensu, ponieważ miasta nie są z gumy, a nowe drogi, obwodnice i rozwiązania infrastrukturalne niemal zawsze będą powstawać kosztem innych elementów miejskiego terenu, który mógłby zostać wykorzystany w bardziej przyjazny dla społeczeństwa sposób. Można oczywiście śladem choćby Japonii budować podziemne, automatyczne garaże na setki czy tysiące samochodów, jednak pytanie czy będzie to racjonalnie wydany kapitał? Zwłaszcza choćby w Warszawie, która dopiero w XXI wieku pracuje nad drugą nitką metra, Czy nie lepiej pracować nad przyczynami, zamiast próbować walczyć ze skutkiem?

Warszawskie ulice toną w samochodach. Nie jest to zresztą wyłącznie warszawski problem, a temat który stoi “kością w gardle” włodarzy każdego polskiego większego miasta. Przykrym widokiem jest codzienna fala sunących powolnie arteriami stolicy samochodów, w których większości podróżuje wyłącznie kierowca. Pomijając tych szczęśliwców na których czeka na końcu drogi miejsce parkingowe na wyłączność, większość aut sunących w kierunku centrum, jedzie tam z nadzieją, że uda się zaparkować na publicznym miejscu. Części się udaje, a części nie. Każdy kto współtworzy społeczeństwo wielkomiejskie ma doskonałą świadomość, jak dużym sportem ekstremalnym jest poszukiwanie miejsca do parkowania w centrum. Szczególnym problemem jednak są osoby które bez skrupułów w tym “sporcie” oszukują, zawłaszczając coraz to większe obszary krajobrazu miejskiego celem zaparkowania swojego samochodu. Parkowania nielegalnego. Trawniki, wysepki, chodniki, skrzyżowania. Każdy niewielki nawet skrawek w miarę prostego terenu w centrum miasta kusi aby porzucić swój samochód nie bacząc na bezpieczeństwo ruchu drogowego, a w szczególności pieszych którzy muszą lawirować pomiędzy stojącymi autami, często walcząc o życie. Zwolennicy komfortu posiadania własnych czterech kółek, stale narzekają na deficyt miejsc parkingowych w centrach, co nie jest raczej racjonalnym kierunkiem, bowiem po pierwsze miejsc nigdy nie będzie wystarczająco, nawet gdyby powiększać przestrzeń miejską setkę nowych miejsc miesięcznie. Inwestycje w parkingi publiczne będą tylko przyciągać kolejne samochody do centrów, dodatkowo pogłębiając problem. Warto przy okazji też dodać, że twierdzenie o braku wystarczającej ilości miejsc parkingowych też nie jest do końca prawdziwe, bowiem centrum choćby Warszawy obfituje w dużą ilość miejsc dostępnych dla każdego. Co więcej parkingi te raczej nie narzekają na przepełnienie. Problemem jednak jest fakt, że są to miejsca prywatne i parkowanie tam związane jest z opłatą. Teoretycznie parkowanie w SPP również, ale nie dla “cwaniaka”, któremu w sukurs przyszedł dodatkowo wyrok NSA, wg którego opłacie za parkowanie w strefie miejskiej podlega tylko pojazd pozostawiony w miejscu wyznaczonym, czyli pozostawiony legalnie. Zgodnie z tym wyrokiem, każdy kto pozostawi samochód w strefie, ale np. na chodniku, trawniku lub innym miejscu poza wyznaczonymi do parkowania miejscami nie jest zobowiązany do zapłaty za parkowanie w centrum. Oczywiście taki kierowca ryzykuje mandatem, jednak skuteczność Straży Miejskiej delegowanej do walki z takimi przypadkami była tak niska, że ilość klientów zainteresowanych darmowym parkowaniem rosła w zatrważającym tempie.

Rozwiązaniem tego problemu może być w szerszym zakresie carsharing. Wg wielokrotnie już przytaczanych na naszych łamach liczb, jedno auto współdzielone zastępuje od kilku do kilkunastu aut prywatnych. Zakładając, że kierowca auta prywatnego, który nie ma wytyczonego na wyłączność miejsca parkingowego, zamiast własnego auta wybierze auto na minuty i postawi pod swoim miejscem pracy, przyczyni się do zwiększenia “luzu” w centrum, bowiem w ciągu krótkiego czasu ten sam samochód z tego miejsca odjedzie już z następnym klientem. Argumentem przeciwko jest zazwyczaj twierdzenie, że auto prywatne czeka na mnie pod biurem, a z współdzielonym jest loteria. Jest w tym trochę prawdy, jednak lekarstwem na to, z pewnością będzie stale powiększająca się gęstość samochodów współdzielonych w centrach, która powinna się zwiększać wprost proporcjonalnie do zachowań klientów którzy zdecydują się zostawić swoje auto prywatne pod domem i pojechać do celu carsharingiem. Proces przejścia jest dość żmudny, natomiast zgodnie z naszymi przewidywaniami, jak i przewidywaniami ekspertów, popularność aut na minuty będzie wzrastać. Ludzie będą rezygnować z pozornej wygody przejazdów prywatnym autem, na rzecz współdzielenia, tym bardziej jeśli do usługi carsharingu dołączymy ridesharing, czyli możliwość kojarzenia pasażerów jadących na tej samej trasie. Tej machiny już raczej się nie zatrzyma, tym bardziej, że jak zaznaczyliśmy na początku naszego materiału, coraz bardziej przychylnym okiem patrzą na te usługi samorządy miejskie.

Czy zatem jest jakiś element na który usługodawcy carsharingu powinni zwrócić większą uwagę? Po tym dość obszernym wstępie chcielibyśmy spiąć auta na minuty właśnie z opisanym powyżej faktem nielegalnego parkowania, który na ten moment jest jednym z poważniejszych problemów z jakimi borykają się zarządcy carsharingów jeżdżących po polskich drogach. Z parkowaniem aut na minuty występuje dokładnie ten sam problem co z parkowaniem samochodów prywatnych na bakier z przepisami ruchu drogowego. Co więcej, ten problem jest jeszcze poważniejszy, ponieważ nadal jeszcze pokutuje w naszym społeczeństwie myślenie, że skoro coś jest wspólne to jest niczyje i w sumie to zostawiając auto na minuty na trawniku czy na wysepce, to już nie jest mój problem. Dla każdego logicznie myślącego człowieka ten problem jednak istnieje, ale jak pokazuje życie, poziom logicznego myślenia w społeczeństwie nie jest najwyższy. Przykre to, ale mimo wszechobecnej walki o swobody obywatelskie, nadal jest grupa ludzi która mylnie je interpretuje sądząc, że parkować można wszędzie. Sytuacja wydaje się być beznadziejna, ale można jej jednak zaradzić. Pokazuje to choćby internetowa inicjatywa obywatelska o dźwięcznej nazwie “Święte krowy warszawskie”, której działania skupiają się na piętnowaniu i zgłaszaniu organom wszelkich przejawów łamania przepisów ruchu drogowego w zakresie parkowania. Inicjatywa ma na swoim koncie znaczące sukcesy, których efekty są widoczne na warszawskich ulicach od kilku ostatnich tygodni. Mianowicie najbardziej istotnym osiągnięciem grupy, jest zmobilizowanie stołecznego magistratu do wzmożonych działań Straży Miejskiej, czego efektem jest zwiększenie jej skuteczności. Warszawskie ulice zaroiły się ostatnimi czasy od samochodów z żółtymi blokadami na kołach, których do niedawna jeszcze próżno było szukać w użyciu. W ostatnich tygodniach jednak blokady triumfalnie wróciły, dając wyraźny znak nielegalnie parkującym, że dobre czasy się skończyły. Pytanie zatem jak ten znak odczytają “ofiary” szturmu Straży Miejskiej i holowników? Najbardziej logicznym wydaje się rezygnacja z wjazdu autem do centrum, skoro i tak nie ma go gdzie zaparkować, lub ostatecznie może doprowadzić do sięgnięcia głębiej do kieszeni i opłacenie parkingów prywatnych na godziny. Alternatywą powinna być również komunikacja miejska, albo właśnie auta na minuty. Pytanie jednak co zrobić w sytuacji gdy sam carsharing grzeszy bezmyślnym parkowaniem? Członkowie inicjatywy “krów warszawskich” również się nad tym zastanawiają, bowiem pośród ich zgłoszeń często przewijają się samochody stołecznej mobilności współdzielonej. Pytanie zatem, czy dla warszawskich aktywistów auta na minuty są wrogiem, czy może jednak narzędziem do walki z “samochodozą” jak określane są w ich wewnętrznej nomenklaturze potoki samochodów zalegające na każdym wolnym skrawku terenu w centrum? Zgłębiając ten temat doszliśmy do wniosku, że grupa odbiera usługi carsharingowe z umiarkowaną życzliwością, rozumiejąc doskonale korzyści jakie mogą wiązać się z tą działalnością. Problemem jednak jest ich zdaniem fakt, braku stanowczych działań wobec klientów aut na minuty którzy dopuszczają się wykroczeń, zgodnie ze wspomnianą powyżej zasadą, że “co nie moje, to się nie przejmuję”.

Zaintrygowani tą kwestią postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda opisywany problem w praktyce, analizując zasady działania największych warszawskich systemów aut na minuty. Pod lupę wzięliśmy regulaminy 4mobility, Panek CarSharing oraz Traficar. W regulaminach każdej z usług znajduje się odpowiedni punkt, który raczej został pominięty przez każdego kto zdecydował się pozostawić auto współdzielone w niedozwolonym miejscu.

W 4mobility ostatnią częścią regulaminu jest tabela opłat, gdzie w pkt. 3,16 widnieje zapis:

Pozostawienie Samochodu w miejscu niedozwolonym lub na parkingu zamkniętym lub płatnym (innym niż miejska strefa płatnego parkowania)

Grozi za to 100 zł + opłaty za parkowanie i koszty dodatkowe wynikające z niewłaściwego parkowania (np. kary, mandaty, holowanie)

Analogiczny przepis znajduje się również w regulaminie Traficara, gdzie również na końcu regulaminu w dziale cennik, w pkt. J znajdziemy zapis:

Nieprawidłowe zaparkowanie pojazdu przez użytkownika to koszt 50 PLN.

Dodatkowym dopełnieniem tego przepisu jest pkt. 44, wg którego: W przypadku zakończenia najmu poza obszarem wskazanym w pkt 44 użytkownik zostanie obciążony kosztami parkowania pojazdu oraz innymi kosztami związanymi z koniecznością przeparkowania pojazdu.

Najbardziej radykalny wobec bezmyślnego parkowania swoich klientów jest Panek CarSharing, gdzie w ich regulaminie można znaleźć pkt. 36 “i” który brzmi:

Klient ponosi następujące Opłaty Dodatkowe (chyba, że udowodni, iż zdarzenie nastąpiło z przyczyn, za które nie ponosi odpowiedzialności) za zakończenie Najmu w Miejscu Zabronionym lub porzucenie Samochodu w wysokości 300 zł oraz dodatkowo pełną wartość kosztów powstałych w konsekwencji zdarzenia;

Bardziej wprawne oko, odszuka w regulaminach 4mobility oraz Panek CS również punkt mówiący o pełnej odpowiedzialności za uszkodzenia pojazdu, do których doszło w wyniku zaniechania lub rażącego niedbalstwa, a po odbyciu konsultacji z radcą prawnym, jesteśmy przekonani, że w przypadku zaistnienia szkody dokonanej przez osobę trzecią na aucie zaparkowanym wbrew przepisom, odpowiedzialność za taką szkodę można przenieść na konto osoby która faktycznie się do takiego parkowania przyczyniła.

Jak widać po powyższej analizie i pomimo załączonych przez nas zdjęć aut na minuty we wstydliwych sytuacjach, usługodawcy dbają o to, aby samochody współdzielone były pozostawiane i wykorzystywane zgodnie z przepisami. Nie należy spodziewać się też, że w przypadkach gdy carsharing jest holowany na parking depozytowy, gdzie cała procedura odbioru jest związana z wysokimi kosztami (około 600 PLN – koszt holowania, mandatu oraz postoju) usługodawca bierze te koszta na siebie nie wykorzystując możliwości dochodzenia swoich praw na co pozwala regulamin. Można jednak z drugiej strony mieć wątpliwości czy w sytuacjach gdy klient pozostawi auto nielegalnie, a konsekwencje nie nastąpią (na wykroczenie nie zostanie nałożony mandat, ani auto nie zostanie odholowane), to czy usługodawca będzie ślepo dążył do ukarania klienta karą regulaminową. W końcu jest to usługa biznesowa, więc próżno liczyć, że firma będzie wykorzystywać takie sytuacje do obciążania klienta w każdej sytuacji, bo może to prowadzić do zniechęcenia klientów do korzystania z takiej usługi, nawet mimo ewidentnej winy klienta. Pozostaje do rozpatrzenia jeszcze jeden bardzo istotny element problemu, który nie jest widoczny gołym okiem. Chodzi o ograniczenia techniczne. Kontrola pojazdów w systemach aut na minuty opiera się w dużej mierze na połączeniach satelitarnych typu GPS. Z wielu powodów wskazania satelity nie są dokładne co do metra i raczej nigdy takie nie będą. Powoduje to sytuacje, gdzie z perspektywy obsługi technicznej usługodawców carsharinu nie widać czy samochód stoi zgodnie z przepisami czy może już z ich pogwałceniem. Czy jest zatem idealne rozwiązanie tej sytuacji, godzące interesy każdej ze stron? Usługi aut na minuty są czymś nadal bardzo świeżym. Jeszcze nie wszyscy rozumieją idee, a na pewno widok rozrzuconych bez składu aut współdzielonych zdecydowanie zaszkodzi wizerunkowi usługodawców na co z pewnością nie pozwolą. Dlatego też, traktując carsharing jako wspólne dobro mające skutecznie walczyć z korkami w mieście, należy wspierać inicjatywy zarówno carsharingowe, jak i te które walczą o przestrzeń dla nas wszystkich. Tym bardziej gdy robią to non-profit. Za przykład, że można działać wspólnie i jest to opłacalne dla wspólnego dobra, przytoczymy sytuację gdzie klient jednej z usług zgłosił na infolinię źle zaparkowany samochód, z pytaniem o to czy może go przeparkować na miejsce zgodne z przepisami, gdzie oprócz zgody otrzymał również bonus do wykorzystania na jazdę tym carsharingiem. Jak widać takie działania mogą się również opłacać.

Reasumując, nie wyobrażamy sobie, aby któremukolwiek usługodawcy aut na minuty w Warszawie czy na całym świecie, nie leżał na sercu wizerunek swojej firmy. Parkowanie bez zasad zdecydowanie w taki wizerunek godzi, dlatego spodziewamy się, że nielegalnie zaparkowanych aut współdzielonych będzie coraz mniej, bo często wystarczy nic nie kosztujący odruch społeczny i zgłoszenie takiej sytuacji, które wcale nie musi się kończyć dotkliwą karą dla lekkomyślnego kierowcy, pozostawiającego bezmyślnie samochód na wysepce. Często wystarczy “pogrożenie palcem”, aby zwrócić takiemu klientowi uwagę na fakt, że takie działania nie będą tolerowane, co pozostanie mu w pamięci. A gdy sytuacja będzie się powtarzać, z pewnością takiego “klienta” dotknie każąca ręka sprawiedliwości i wcale nie musi to być kara finansowa. Czasów gdy wykluczenie ze społeczności użytkowników aut na minuty będzie najdotkliwszą z kar, spodziewamy się już wkrótce. Na koniec jeszcze przypominamy, aby zgłaszać usługodawcom sytuacje z nielegalnie zaparkowanymi samochodami. Oni z pewnością zareagują bo w carsharingu jak w życiu. Najgorsza jest obojętność.

Udostępnij przez :

Dodaj komentarz