Pionierowi wiatr w oczy.

Po początkowych problemach wrocławskiej wypożyczalni elektrycznych aut na minuty z miejscami do parkowania, sprawa nieco przycichła i można było zakładać, że problem został rozwiązany. Przypomnijmy, że pierwszy i póki co jedyny polski carsharing oparty wyłącznie na samochodach na prąd, zgodnie z wygranym przetargiem miejskim, otrzymał od wrocławskiego ratusza gwarancję wyłączności na 200 miejsc parkingowych na terenie centrum stolicy Dolnego Śląska. Jak się jednak szybko okazało, charakterystyczne zielone koperty były chętnie wykorzystywane przez innych użytkowników dróg publicznych do stawiania m.in prywatnych samochodów. Dodatkowo "oleju do ognia" dolała wypowiedz dolnośląskiego wojewody, który uznał, że koperty są wyznaczone bezprawnie, bowiem znak koperty z zielonym kolorem nie istnieje w przepisach, zatem karanie za postój w takich miejscach innych aut niż Vozilli jest bezprawne. Na efekty nie trzeba było czekać. W permanentnie zakorkowanym Wrocławiu, gdzie znalezienie wolnego, publicznego miejsca do zaparkowania jest sporym wyzwaniem, informacja wg której brak jest podstaw do ukarania za takie parkowanie spowodowało, że w istocie parkujący na miejscu Vozilli korzystał podwójnie. Po pierwsze mógł wybrać miejsce które nie było oblegane podobnie jak miejsca ogólnie dostępne, bowiem duża część Wrocławian zrozumiała idee usługi i nie zastawiała tych miejsc, a po drugie parkowanie na tych miejscach nie powodowało obowiązku wniesienia opłaty za parkowanie zgodnie z regulaminem parkowania w płatnej strefie miejskiej. Klasyczne win-win dla wrocławskiego kierowcy.
Jak wspomnieliśmy na początku, sprawa nieco ucichła, co nie znaczy, że problem nie istniał. Niestety w ostatnim tygodniu, można spodziewać się, że temat wróci ze zdwojoną siłą, ponieważ zakończyła się właśnie pierwsza sprawa sądowa w której dochodziły swoich racji wrocławska Straż Miejska i klient, który odmówił przyjęcia mandatu w wysokości 100 PLN za zaparkowanie prywatnego auta na parkingu wyznaczonym dla aut elektrycznych programu Vozilla. Sąd w rzeczonej sprawie uznał, że nie ma podstaw do utrzymania w mocy mandatu za parkowanie na miejscu oznaczonym w sposób nie mający odniesienia do przepisów ruchu drogowego. W konsekwencji wyrok ten, może być niebezpiecznym precedensem, bo w tej chwili pozostali wrocławscy kierowcy którzy do teraz mieli jeszcze pewne dylematy, mogą być ich pozbawieni zupełnie. Jest to werdykt o tyle kontrowersyjny, że nie idzie z rytmem promowanej ustawy o elektromobilności. Oczywiście, można posłużyć się stwierdzeniem, że skoro ustawa weszła w życie (mimo wielu niedociągnięć jak brak możliwości legalnego stawiania samochodów elektrycznych na publicznych, płatnych miejscach parkingowych, z powodu braku tablic oznaczających auta elektryczne), można byłoby pokusić się o stworzenie stosownych przepisów, wspomagających wyznaczanie takich miejsc na wyłączność. Niby niewiele, ale nawet bez takich kroków, ciężko będzie zarażać Polaków, zarówno współdzieleniem ale również i elektromobilnością. W kolejce do rozstrzygnięcia czekają jeszcze kolejne sprawy sądowe, gdzie wrocławscy kierowcy odmówili przyjęcia mandatów za parkowanie na miejscach Vozilli, jednak nie należy spodziewać się innego wyniku niż ten uzyskany w kończącym się tygodniu.
Udostępnij przez :
Zamknij menu